Wisła Skorży pod wodzą Kasperczaka

Henryk Kasperczak

Henryk Kasperczak może uznać swój powrót na ławkę trenerską Wisły za udany. Co prawda gra jego podopiecznych pozostawia wiele do życzenia, ale wynik prezentuje się okazale. Dość powiedzieć, że ostatni raz Krakowianie tak wysokie zwycięstwo odnieśli ponad pół roku temu w meczu z Bełchatowem w Sosnowcu.

Jaka jest jednak tak naprawdę zasługa Kasperczaka w dzisiejszej wygranej? Niewielka, a na pewno nie taka, jaką on sam by sobie życzył. Można polemizować, czy zwolnienie Skorży było dobrym posunięciem, każdy ma na ten temat swoje zdanie. Jedno nie ulega jednak wątpliwości - błędem jest zmiana trenera w środku sezonu. Zagalopował się jednak Patryk Małecki, który po meczu powiedział:

“No to jest praca Maćka Skorży, nie ma co się oszukiwać. Przyszedł trener Kasperczak i właściwie tylko ustalił skład i tyle. Wydaje mi się, że całą pracę zrobił Maciek Skorża i to zwycięstwo przyszło dzięki niemu.”

Małecki oczywiście ma trochę racji, jednak wyrażanie się w ten sposób o nowym trenerze może mu zaszkodzić. Szkoda, że na boisku nie ma tyle do powiedzenia, co poza nim. Kasperczakowi można wiele zarzucić, jednak na pewno nie jest trenerem z łapanki i na takie wypowiedzi nie może zawodnikom pozwalać. Sam Małecki natomiast powinien się zastanowić, czy bardziej zależy mu na zaimponowaniu grupie kibiców przez to, co mówi, czy to, jak gra.

O ile w Krakowie wszyscy mogą być na razie zadowoleni, bo Wisła w końcu ruszyła z miejsca to w Warszawie do śmiechu nikomu nie jest.

Oczywistym jest, że z piłkarzy obecnie znajdujących się w kadrze Legii nawet Guus Hiddink niewiele więcej by wykrzesał. Białas zrobił wszystko, co mógł, ale przecież w kilka dni nikt nikogo grać w piłkę nie nauczy. Legia ze Śląskiem zagrały typowy mecz bez historii, choć dzięki niemu Ryszard Tarasiewicz przynajmniej na razie może poczuć się bezpieczniej. Gra Śląska oczywiście nadal daleka jest od poprawnej ale punkt wywieziony z Łazienkowskiej to zawsze dobry wynik.

Warto też zwrócić uwagę, że Odra Wodzisław jeszcze nie przegrała w tym roku meczu ligowego. Drużyna z Wodzisławia co rok wydaje się być murowanym kandydatem do spadku i co rok tego spadku unika. W zeszłym sezonie spadł przepłacony i źle zarządzany Górnik Zabrze, a teraz jego los zapewne podzieli Polonia Warszawa. Widocznie prezes Wojciechowski nie wyciągnął wniosków z lekcji hiszpańskiego, której mieliśmy okazję przyglądać się w Legii i ciągle wierzy, że akurat jego eksperyment wypali. Pytanie tylko na jak długo wystarczy mu cierpliwości?

Fot. www.wp.pl

* Skomentuj ten wpis

Zmiana lidera?

Jan Urban

Wisła i Legia nadal w kryzysie. Wiśle udało się wywieźć z Białegostoku remis i jest to pierwszy punkt zdobyty przez drużynę mistrzów Polski w tym roku. Paradoksalnie był to również najsłabszy mecz Wiślaków w tej rundzie, którzy przez 90 minut nie potrafili tworzyć sobie ani jednej klarownej sytuacji strzeleckiej.

O ile w pierwszej połowie piłkarze “Białej Gwiazdy” biegali, a nie snuli się po boisku, wychodzili na pozycję i można było powiedzieć o ich grze coś pozytywnego, to w drugiej nie byli w stanie zrobić już kompletnie nic. Maciej Skorża pracuję z tą drużyną już trzeci rok, a zarówno do rundy jesiennej, jak i wiosennej zespół został źle przygotowany i nie trafił z formą na początek rozgrywek.

Nie ma sensu wciskać kitów, że Skorża utrzymuje się na stanowisku, bo Wisła nadal jest liderem, a Legia również traci punkty. Gdyby tylko w kasie Wisły były pieniądze na zatrudnienie lepszego szkoleniowca to zacząłby on pracę w Krakowie od zaraz. Do tego dochodzi brak sensownego następcy. Na razie przynajmniej w wywiadach piłkarze wyrażają dalszą chęć współpracy z obecnym trenerem, więc kibicom “Białej Gwiazdy” pozostaje nadzieja, że w końcu coś zaskoczy i Wisła zacznie seryjnie zdobywać punkty.

Nawet nadziei nie ma już chyba w drużynie Legii. Wszyscy w klubie oczywiście mówią, że nadal wierzą w mistrzostwo, ale czy po obejrzeniu ich ostatnich wyczynów ktokolwiek traktuje te deklaracje poważnie? To nie jest kwestia świeżości tych piłkarzy, braku na jednej, czy dwóch pozycjach na boisku, w Legii pomóc może tylko rewolucja. Kontrakty w czerwcu kończą się takim piłkarzom jak Mięciel, Jarzębowski, Smoliński, Szałachowski, Szala, Grzelak, Kiełbowicz. Jedynym godnym uwagi zawodnikiem z tej grupy jest Szałachowski, oczywiście jeżeli akurat jest zdrowy. Potrzebne są więc pieniądze na nowych zawodników, a także ktoś, kto będzie miał pomysł i wizję budowy drużyny. Urban i Trzeciak udowodnili, że się do tego nie nadają.

Jutro o 17.00 w Bełchatowie miejscowy GKS podejmuje Lecha, obie drużyny w tej rundzie zdobyły komplet punktów, więc zapowiada się dobry mecz, którego faworytem są jednak Poznaniacy. Remis nie powinien nikogo interesować, Bełchatów w razie wygranej na dobre włącza się do walki o mistrzostwo, a dla Lechitów stawką jest fotel lidera.

Fot. www.wp.pl

* Skomentuj ten wpis

Piłka nożna vs. Futbol

Andrey Arshavin

Piłka nożna (ang. football).

Z definicji wynika, że mamy do czynienia z jedną, tą samą dyscypliną sportu. Na tym podobieństwa się kończą. Teoria i praktyka w tym przypadku nie idą w parze. W praktyce wygląda to mniej więcej tak:

Piłka nożna na przykładzie meczu na szczycie polskiej Ekstraklasy, dajmy na to, Lech Poznań : Wisła Kraków z ubiegłego roku rozegranego we Wronkach.

Obie drużyny już przed rozpoczęciem spotkania nerwowo spoglądają wzrokiem na trybuny, przeciwników i murawę. Wiedzą, że dziś obserwuje ich kilkutysięczna publiczność, abonenci Canal Plus i internauci na SopCascie. To nic, że niektórzy z nich grają w piłkę prawię połowę swego życia. Po meczu będą mówić o ciążącej na nich presji. 90 minut minęło, chciałoby się rzec - na reszcie! Wynik? 1-0, czy coś jeszcze warte jest zapamiętania? Ewentualnie może wyrzucenie z ławki rezerwowych gości trenera Skorży. Mecz bez historii.

Football na przykładzie meczu 1/8 Ligii Mistrzów pomiędzy Arsenalem Londyn, a FC Porto. Pierwsze spotkanie Portugalczycy wygrali u siebie 2:1 głównie za sprawą fatalnie spisującej się defensywy angielskiej drużyny. Ciężko mówić o Anglikach, kiedy w pierwszym składzie regularnie pojawiają się oni jedynie spontanicznie, prawdziwa międzynarodowa mieszanka. Pogardliwie można by ich nazwać najemnikami, ale czy na pewno?

W Polsce często zawodnicy deklarują przywiązanie do klubów, kibiców, a potem odchodzą i najczęściej za granicą przepadają. Nielicznym udaje się wybić. Kibice cenią (i słusznie) u nich przywiązanie do barw klubowych. Dążę do tego, że w Polsce mecze często oddawane są bez walki, nawet przez tych piłkarzy, którzy noszą miano oddanych klubowi. Za granicą nigdy nie można powiedzieć o braku zaangażowania którejkolwiek ze stron.

Może widać czasem brak umiejętności, czy słabą psychikę poszczególnych zawodników ale nigdy olewactwo, czyli tzw. przejście obok meczu.
Poza tym, wynik 5:0 dla Arsenalu,fantastyczna gra podopiecznych Wengera. Akcje rozgrywane z pierwszej piłki, w fenomenalnym tempie, indywidualne rajdy Arshavina… Można tak wymieniać i zachwalać w nieskończoność. Przypominacie sobie takie spotkanie w lidze polskiej? Nie chodzi mi tu o dominację jednej drużyny nad drugą, ale o sposób gry.

Czy w takim razie piłka nożna i football to aby na pewno te same dyscypliny sportu?

Fot. euro.footballaccess.com

* Skomentuj ten wpis

Liga znowu gra

Siergiej Krivets

Jeśli przed rundą rewanżową Ekstraklasy komuś wydawało się, że karty są już rozdane i Wisła po raz trzeci z rzędu zostanie mistrzem Polski to teraz taki scenariusz wydaje się coraz mniej prawdopodobny.
Krakowianie cały czas są liderem tabeli jednak jest to wyłącznie kwestia nieporadności Legii, która skompromitowała się przegrywając u siebie z Odrą Wodzisław.

Na chwilę obecną faworytem do tytułu mistrzowskiego wydaje się być Lech Poznań, który zimą wzmocnił skład wartościowym graczem - Siergiejem Krivetsem z BATE Borysów. Wydawało się, że od samego początku niesamowitym wzmocnieniem będzie powrót po kontuzji Manuela Arboledy, jednak czarnoskóry obrońca w meczu z Cracovią doznał kolejnego urazu. Trener Lecha, Jacek Zieliński, otwarcie przyznaje, że była to wina murawy, która przypominała raczej kartoflisko, niż plac do gry w piłkę.

Po przeprowadzeniu badania USG okazało się, że występ Kolumbijczyka w meczu z GKS Bełchatów stoi pod znakiem zapytania, jednak na spotkanie z Jagiellonią Białystok powinien być już gotowy do gry w stu procentach.

Do Białegostoku natomiast w następnej kolejce pofatyguje się Wisła i jest bardzo prawdopodobne, że również tam nie uda jej się zdobyć kompletu punktów. Jagiellonia wygrała pierwsze od niepamiętnych czasów spotkanie wyjazdowe, co na pewno podbuduje morale zawodników Michała Probierza.

Ciekawe kiedy skończy się cierpliwość Bogusława Cupiała. To, że Skorża nie przygotował odpowiednio zespołu do rozgrywek to jedna sprawa, druga to taka, że niektórzy z piłkarzy Wisły są za słabi na Ekstraklasę. Po przegranych derbach z Cracovią sam trener Skorża otwarcie to przyznał i jaki efekt? Zimą pozbyto się Ćwielonga.

Nie jest to jednak żadne zaskoczenie dla osób choć trochę orientujących się w realiach krakowskiego klubu. Cupiał już od dawna nie kwapi się do dokładania pieniędzy, Wisła ma być samowystarczalna. W tym sezonie zamiast gry na Reymonta był Sosnowiec, a teraz obiekt Hutnika, w związku z czym wpływy z biletów są nieporównywalnie niższe. Sytuację pogorszyła jeszcze ustawa hazardowa, z koszulek zniknęło logo Bet-At-Home, a w jego miejsce znów pojawiła się Tele-Fonika. Oznacza to stratę około 4 milionów złotych.

Również z koszulek Lecha Poznań zniknęło logo BetClic’a, a w jego miejscu pojawił się napis “Przez życie z Wiarą w Lecha”. Jest to pomysł stowarzyszenia Wiara Lecha, mający na celu nagłośnienie akcji, w ramach której do przedszkolaków z całej Wielkopolski trafi 50 tysięcy odblaskowych kamizelek.

Fot. www.sportall.pl

* Skomentuj ten wpis

Przerwa w rozgrywkach, ale sezon trwa

Artur Boruc

Polska Ekstraklasa wznowi rozgrywki dopiero pod koniec lutego, ale sezon w pełni. Oczywiście ogórkowy. Niemal codziennie portale internetowe i prasa zasypują nas informacjami o sensacyjnych “transferach” polskich piłkarzy. Oczywiście na koniec okienka transferowego okaże się, że do skutku doszedł tylko nieznaczny procent zapowiadanych szumnie transakcji.

W tym roku jednak dziennikarze nie grzeszą pomysłowością, tylko powielają informacje z poprzednich okienek. “Sprzedają” dokładnie tych samych zawodników, którzy według nich mieli zmienić kluby już latem. I tak tradycyjnie klub zmienia Boruc. Piłkarz Celticu, więc z Ekstraklasą nie ma nic wspólnego, ale od Euro 2008 jest to nasz najlepszy towar eksportowy. Tym razem na celownik “Borubara” wziął Tottenham, bo Harry Redknapp szuka bramkarza. Prawda, że oczywisty jest wybór Boruca, który ten sezon miał praktycznie stracony przez kontuzję?

Z polskiej ligi znów “transferowany za granicę” jest Paweł Brożek. Zenit Sankt Petersburg chce ponownie sięgnąć po tytuł mistrza Rosji i ma im w tym pomóc właśnie “Brozio”. Jeszcze pół roku temu polski napastnik był dość wybredny i mówił, że jeżeli odejdzie z Wisły to tylko na zachód. Potem zmienił zdanie i stwierdził, że w Rosji również mógłby pograć. Chyba za późno. W jego obecnej formie żaden zespół potrzebujący napastnika, który gwarantowałby 10-15 bramek w sezonie nawet nie spojrzy na Brożka.

Kolejnym Wiślakiem, tradycyjnie transferowanym do lig zachodnich, jest Marcelo. Na początku informowano, że piłkarzem zainteresowany jest Olympiakos Pireus i Panathinaikos Ateny. W zeszłym tygodniu do Wisły wpłynęły jednak oficjalne zapytania o zawodnika ze strony Chievo Werona i Sampdorii Genua i wydaje się, że ten kierunek jest jak najbardziej realny. Pozyskanie z wolnego transferu Clebera i ściągnięcie z wypożyczenia Mateusza Kowalskiego wskazują, że trener Skorża pogodził się już ze stratą swojego kluczowego piłkarza.

Tradycyjnie też dziennikarze mają kilka lukratywnych ofert dla Lecha Poznań za Roberta Lewandowskiego. Każda warta kilka milionów euro, rekordowa wynosiła bodajże osiem. Wybór klubów od wschodu na zachód. Szachtar Donieck, czy Manchester United? Ciekawe, czy w tych klubach w ogóle wiedzą o istnieniu Lechity. Po pierwsze za piłkarzy z Ekstraklasy nie płaci się więcej niż 3 miliony euro. Wyjątkiem są tu tylko Fabiański i Błaszczykowski. Po drugie Lech ma aspiracje mistrzowskie i pozbycie się drugiego klasowego napastnika (Rengifo w ME) w przeciągu pół roku byłoby praktycznie równoznaczne z kapitulacją.

Najwięcej jednak pisze się o transferze Sławomira Peszki do Herthy Berlin. Od początku dziwiła mnie ta informacja, bo niby z jakiego powodu walcząca o utrzymanie Hertha miałaby tworzyć w drużynie swoistą polską kolonię? Wichniarek się nie sprawdził, kibice najchętniej by go pogonili i gra głównie dlatego, że nie ma dla niego alternatywy. Piszczek też nie błyszczy, gra w kratkę. Kibice Berlińczyków w pamięci mają też na pewno Bartosza Karwana, który kariery w Niemczech nie zrobił. Wydanie 2-3 milionów euro na Peszkę, bo zapewne tyle zażyczyłby sobie Lech, na pewno nie spotkałoby się z przychylną reakcją fanów.

Całe szczęście, że Smolarek znalazł w końcu klub, bo strach pomyśleć, gdzie teraz z nudów byłby przez dziennikarzy transferowany. Podsumowując, naprawdę nie ma sensu zawracać sobie głowy plotkami transferowymi. Polscy piłkarze bardzo chcieliby mieć tyle ofert, ile wypisują dziennikarze. Niestety, w zdecydowanej większości nie są oni łakomym kąskiem dla zachodnich klubów i na kilkumilionowe transakcje przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

Fot. www.wp.pl

* Skomentuj ten wpis

Smolarek wraca do gry

Ebi Smolarek

Serial pod tytułem “Smolarek szuka klubu” dobiegł końca. Ebi od sierpnia był bez klubu, po tym jak rozwiązał kontrakt z Racingiem Santander. Od tego czasu w mediach praktycznie co tydzień pojawiały się spekulacje o tym, gdzie trafi zawodnik. Pojawiały się nazwy takich klubów jak HSV Hamburg, Larissa, CSKA Sofia, a nawet Polonia Bytom, czy Widzew Łódź.

Ostatecznie 43-krotny reprezentant Polski trafił do ósmego klubu ligi greckiej - AO Kavála. Wydaje się, że to dla niego na chwilę obecną optymalne rozwiązanie. W jego nowym klubie nie ma zbyt wielkiej presji i wymagań natychmiastowego wyniku. Nie jest to drużyna mogąca rywalizować z czołowymi drużynami ligi, tylko typowy średniak. Pozwala to przypuszczać, że Smolarek spokojnie i systematycznie będzie wprowadzany do drużyny.

Ostatni oficjalny mecz Smolarek rozegrał w… reprezentacji Polski, więc nie należy się spodziewać, że z miejsca wskoczy do pierwszego składu w nowej drużynie. Umiejętności piłkarskie jednak cały czas ma całkiem nieźle, bo gry w piłkę się nie zapomina. Pobyt w Kavali to dla niego ostatni gwizdek na powrót do europejskiej, a może i reprezentacyjnej, piłki.

Inaczej patrzy się na zawodnika, który nie poradził sobie w najsilniejszych ligach, jak Primera Division, czy Premiership, a inaczej na takiego, który nie przebił się w greckim średniaku. Póki co Ebi ma ten atut, że w swojej karierze ciągle wspinał się wyżej. Z Holandii do Niemiec, potem Hiszpania, aż w końcu Anglia.

Szkoda tylko, że tak naprawdę wartościowym piłkarzem był jedynie w Borussi Dortmund, z której odszedł w 2007 roku. Franciszek Smuda na pewno nie może narzekać na kłopoty bogactwa w ataku reprezentacji, a Smolarek to w ostatnich latach jej najlepszy strzelec. W interesie narodowym jest więc to, aby Ebi zaczął grać i doszedł do formy z eliminacji do Euro 2008.

Fot. www.wp.pl

* Skomentuj ten wpis

Cleber wraca do domu

Cleber

Gdy jakiś czas temu polskie media informowały o możliwym powrocie Clebera do Wisły Kraków informacja wydawała się absurdalna. 3 marca 2009 roku Brazylijczyk odszedł z Krakowa do Tereka Grozny, kwota transferu nie została ujawniona przez kluby, ale nieoficjalnie mówiło się o kilkuset tysiącach euro i nieporównywalnie większym kontrakcie dla samego zawodnika niż w Krakowie.

A jednak, stało się, nie minął nawet rok, a Cleber rozwiązał kontrakt z Terekiem i powrócił na stare śmieci. Wydaje się, że dla Wisły to idealne rozwiązanie. Mariusz Jop zastępujący kontuzjowanego Arkadiusza Głowackiego spisuje się poniżej oczekiwań, a innych środkowych defensorów “Biała Gwiazda” praktycznie nie ma, nie licząc niedoświadczonego Michała Czekaja.

Wczoraj pojawiła się informacja, że w Krakowie na testach pojawił się mający na swoim koncie 5 występów w reprezentacji Polski piłkarz Górnika - Michał Pazdan. Jest on jednak brany pod uwagę jako następca Mauro Cantoro, któremu z końcem roku kończy się kontrakt. Na razie jednak nie wiadomo, czy reprezentant Polski zostanie pod Wawelem na dłużej.

Kontrakt Clebera z Wisłą zacznie obowiązywać od 1 stycznia, więc w meczu z Zagłębiem Lubin zawodnik nie będzie jeszcze uprawniony do gry. Jego powrót to nie tylko zabezpieczenie się przed kontuzjami Głowackiego i ewentualnym odejściem Marcelo, ale także inwestycja na przyszłość.

Bardzo prawdopodobne jest, że Brazylijczyk po wypełnieniu kontraktu zostanie w Wiśle, ale będzie pełnił inną funkcję w klubie. Od samego początku pobytu w Krakowie Brazylijczyk był wzorem profesjonalizmu i zaangażowania. Niewątpliwie jest on wzorem dla młodych piłkarzy. Na razie z jego doświadczenia mogą korzystać zawodnicy pierwszej drużyny, jak wspomniany już Czekaj, ale także Patryk Małecki i Sebastian Leszczak. W dalszej perspektywie taki profesjonalista jak Cleber może być idealnym trenerem młodzieży w klubie. Warto dodać, że w jednej z grup juniorskich Wisły trenuje jego syn, Lucas, który ma już na swoim koncie powołanie do młodzieżowej reprezentacji Polski.

W sytuacji, gdy do Wisły powrócił Cleber warto zastanowić się, czy warto lekką ręką odpuszczać Cantoro. Defensywny pomocnik, występujący pod Wawelem od 2001 roku po kontuzji Radosława Sobolewskiego udowadnia, że poniżej pewnego poziomu nie schodzi i jeżeli chodzi o odbiór i przetrzymywanie piłki jest piłkarzem wyróżniającym się, jak na polską ligę. Podczas kariery nie miał większych problemów z kontuzjami, więc można przypuszczać, że dwa sezony dałby radę jeszcze grać na przyzwoitym poziomie.

Przez lata gry w Krakowie stał się też jednym z symboli Wisły. W zachodnich zespołach zabiega się o to, by tacy zawodnicy zostawali po zakończeniu karier w klubach i pracowali z młodzieżą lub pełnili inne funkcje.

Fot. www.wisla.krakow.com

* Skomentuj ten wpis

Mikołajkowy prezent dla Wisły

Piotr Brożek

Wisła Kraków wykorzystała potknięcia Legii Warszawa i Lecha Poznań. Piłkarze Jana Urbana nie dali rady Zagłębiu Lubin, a Poznaniacy nie umieli poradzić sobie z Piastem Gliwice i mecze tych ekip zakończyły się remisami. Takie wyniki okazały się najpiękniejszym mikołajkowym prezentem dla drużyny Macieja Skorży.

Dzisiejszy mecz Ruchu Chorzów z Wisłą reklamowany był jako hit kolejki. Przed meczem ciężko było wskazać faworyta. W rundzie jesiennej “Niebiescy” nie przegrali spotkania u siebie, a Wisła to z kolei najskuteczniej grająca drużyna na wyjazdach. Zapewne pewien wpływ na to ma fakt, że tak naprawdę to każdy mecz dla Wiślaków jest wyjazdowy, gdyż trudno nazwać obiekt w Sosnowcu ich domowym terenem.

Dodatkowo Wisła pozbawiona była swoich czołowych zawodników. Od dłuższego czasu grać nie mogą Radosław Sobolewski i Arkadiusz Głowacki, a od dwóch kolejek niezdolny do gry jest też Paweł Brożek. Na szczęście dla Krakowian komisja ligi anulowała żółtą kartkę z poprzedniego meczu obrońcy Marcelo, co okazało się dla drużyny trenera Skorży prawdziwym zbawieniem.

Pierwsza połowa spotkania nie obfitowała w sytuacje strzeleckie i oglądać mogliśmy przede wszystkim walkę w środku pola. Obraz gry zmienił się w drugiej połowie, a cios jako pierwsi zadali Chorzowianie. Andrzej Niedzielan wykorzystał kapitalne podanie Artura Sobiecha i wydawało się, że 3 punkty zostaną na Cichej.

Maciej Skorża wiedział, że przy takim wyniku może już pakować walizki i rozglądać się za nowym pracodawcą, a że gra “Białej Gwiazdy” tego dnia nie zachwycała musiał zareagować. Z boiska zszedł bezproduktywny Tomas Jirsak oraz praktycznie niewidoczny Piotr Ćwielong. Ich miejsce zajęli Wojciech Łobodziński i Rafał Boguski, od tego momentu gra Wisły odmieniła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Niewątpliwie ojcem tego zwycięstwa był Piotr Brożek, autor bramki wyrównującej i asystent przy trafieniu Marcelo na 1:2. W piękny sposób przeprosił tym samym trenera Skorżę za zeszłotygodniową niesubordynację w Wodzisławiu. Wynik meczu ustalił Patryk Małecki i stało się jasne, że Krakowianie aż do wiosny będą liderami Ekstraklasy.

Kilka kolejek temu wydawało się, że rywalizacja o tytuł mistrzowski rozpoczyna się na nowo, jednak Lech i Legia sprawiają wrażenie, jakby nie chciały na dobre powalczyć o fotel lidera. Ruch natomiast przegrał czwarty w tym sezonie mecz z klasowym, jak na polską ligę, rywalem.

O ile wcześniejsze porażki drużyny Waldemara Fornalika można było tłumaczyć absencją czołowych zawodników, bądź też faktem gry na wyjazdach, to teraz trener Fornalik miał do dyspozycji wszystkich swoich asów, łącznie z Niedzielanem i Sobiechem oraz fantastyczną atmosferę na własnym stadionie. “Niebiescy” jednak nie potrafili tego wykorzystać i wydaje się, że drużyny pierwszej trójki są póki co poza ich zasięgiem.

Fot. www.wislasoccer.com

* Skomentuj ten wpis

Rok Jelenia

Ireneusz Jeleń

Polski Związek Piłkarzy wybrał Ireneusza Jelenia najlepszym polskim piłkarzem 2009 roku.
W sezonie 2008/2009 napastnik francuskiego AJ Auxerre rozegrał 26 meczów i strzelił 14 bramek, był to jego najlepszy rok w Ligue 1. W obecnych rozgrywkach nękany urazami “Jelonek” z 14 spotkań ligowych rozegrał tylko 8, jednak jego bilans i tak jest niezły, póki co ma na koncie 4 trafienia. Warto dodać, że jego drużyna dość niespodziewanie zajmuje 3 miejsce w tabeli.

Jeleń to z pewnością zawodnik jak na polskie warunki wybitny i Franciszek Smuda słusznie zamierza oprzeć na nim grę reprezentacji. Jedyne, co może pokrzyżować jego plany, jak i karierę piłkarza to kontuzje. Ostatnio pojawiły się w prasie plotki o transferze Jelenia do Juventusu Turyn, jednak nie oszukujmy się. Jeleń nie ma na taki transfer najmniejszych szans. Polscy piłkarze nie mają na zachodzie dobrej marki i nie trzeba nikogo do tego przekonywać.

Wydaje się, że Auxerre to klub dla Jelenia optymalny. Zawsze, gdy jest zdrowy jest podstawowym zawodnikiem. Ma wsparcie trenera i zaufanie kolegów z drużyny, we Francji wyrobił sobie pewną markę, jednak moim zdaniem na przejście do silniejszej drużyny nie może liczyć z dwóch powodów - Polak ma 28 lat, nie jest już zawodnikiem młodym, na którego transferze następny klub mógłby jeszcze zarobić. Do tego dochodzi fakt jego częstych kontuzji.

W niedzielnym meczu Auxerre z Nancy reprezentacyjny napastnik również prawdopodobnie nie zagra. Według opinii lekarza jego uraz powinien być leczony przez okres 2-3 tygodni, a szybszy powrót grozi odnowieniem się kontuzji.

Prócz wyboru najlepszego polskiego piłkarza wybrano także najlepszą jedenastkę Ekstraklasy 2009 roku, która prezentuje się następująco:

11-ka sezonu 2009

Do pozycji bramkarza nie można mieć zastrzeżeń, Jan Mucha praktycznie nie miał konkurencji i miejsce w najlepszej jedenastce Ekstraklasy należy mu się bez dwóch zdań. Na środku obrony zdecydowanie jednak brakuje Brazylijczyka Marcelo z Wisły Kraków, który w mojej opinii jest najlepszym defensorem w naszej lidze. Nie dość, że genialnie uzupełnia się z Arkadiuszem Głowackim to również często trafia do siatki rywali, w obecnych rozgrywkach ma na swoim koncie już 4 gole. Warto przy okazji dodać, że Komisja Ligii anulowała Brazylijczykowi żółtą kartkę, którą otrzymał w meczu z Odrą Wodzisław i będzie mógł wystąpić w niedzielnym spotkaniu z Ruchem Chorzów.

Mam też wrażenie, że miejsce dla Macieja Iwańskiego znalazło się głównie z braku sensowniejszych zawodników na jego pozycje. Niezrozumiały jest też dla mnie wybór Kamila Grosickiego. Owszem, jest to piłkarz bardzo utalentowany, który wraz z Tomaszem Frankowskim w głównej mierze stanowi o sile Jagiellonii, ale moim zdaniem o wiele więcej w roku 2009 osiągnął Patryk Małecki.

“Mały” przebił się do podstawowego składu Wisły Kraków i miał znaczny wkład w wywalczenie mistrzostwa Polski przez drużynę Macieja Skorży. Zaczął od wygryzienia ze składu reprezentanta Polski - Wojciecha Łobodzińskiego, a potem udowodnił, że również w ataku potrafi godnie zastąpić kontuzjowanego Rafała Boguskiego. Jego dobra postawa została też nagrodzona powołaniem do reprezentacji przez selekcjonera Franciszka Smudę.

Najlepszym zawodnikiem Ekstraklasy wybrany został Robert Lewandowski z Lecha Poznań, odkryciem ekstraklasy został Artura Sobiecha, najlepszym młodym zawodnikiem - Macieja Rybusa.

Fot. www.ireneuszjelen.pl i www.pzp.pl

* Skomentuj ten wpis

Ekstraklasa na półmetku

Paweł Brożek

Wisła Kraków mistrzem jesieni, jednak nie ma pewności, że zimę spędzi na pierwszym miejscu w tabeli, gdyż do rozegrania zostały jeszcze dwie kolejki rundy wiosennej.

Wiślakom do rozegrania zostały jeszcze dwa mecze i żaden z nich nie będzie łatwy. Za tydzień wyjazd do Chorzowa, na mecz z Ruchem, który u siebie jeszcze w tym sezonie nie przegrał, a potem pojedynek z drużyną selekcjonera Franciszka Smudy – Zagłębiem Lubin.

Chodzą słuchy, że Maciej Skorża musi oba te mecze wygrać, aby mieć jakiekolwiek szanse na zachowanie swojego stanowiska do rundy wiosennej. Czy mu się to uda? Będzie ciężko, gdyż Wisła co chwilę targana jest nowymi problemami.

Kontuzjowani Głowacki i Sobolewski, mało? To dodajmy jeszcze absencję za kartki Marcelo i uraz Pawła Brożka, który prawdopodobnie wykluczy go z gry z „Niebieskimi”. Latem to Skorża podziękował Andrzejowi Niedzielanowi za współpracę, teraz paradoksalnie to „Wtorek” może zwolnić trenera Wisły.

Atmosfera w drużynie też nie jest chyba najlepsza, skoro Piotr Brożek podczas meczu pozwala sobie na pyskówkę w stronę trenera, który co prawda zdejmuje zawodnika z boiska, ale po spotkaniu stwierdza, że ten po prostu… prosił o zmianę.

Vice liderem, głównie dzięki fenomenalnej postawie Jana Muchy, jest Legia, która podobnie jak Wisła, gra bardzo przeciętnie, jednak na naszą Ekstraklasę wystarczająco skutecznie. Jeżeli Warszawiakom nie uda się zatrzymać Słowackiego bramkarza na rundę rewanżową to o miejsce w pierwszej trójce na koniec sezonu może być o wiele ciężej.

Największym przegranym półmetka jest moim zdaniem Jagiellonia Białystok. Drużyna Michała Probierza, szczególnie na początku, prezentowała naprawdę ciekawą piłkę, jakiej w naszej lidze jest jak na lekarstwo. W tabeli Białostocczanie mają zaledwie 12 punktów, jednak pamiętać trzeba, że na początku rozgrywek mieli ich minus 10. W efekcie zamiast spokojnej lokaty w górnej połówce tabeli będą musieli do końca walczyć o utrzymanie w Ekstraklasie.

Fot. www.wp.pl

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« marca    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930